W tym roku wybraliśmy się świątecznie do Paryża. To czas dla nas, to czas rodzinny, to czas niezwykły.
Zimą, choć dni krótkie, również udało nam się coś zobaczyć. Iść i zwiedzać choć brzmi prosto, wcale proste nie jest. Podróżujemy z dwójką nastolatków i psem, który w prezencie od Mikołaja otrzymał kaganiec.
Dwa parkingi wybieramy przy parkach, nad Sekwaną (48.82884, 2.225039; 48.880957, 2.16113) . W dzień Świąt Bożego Narodzenia 25 grudnia stoimy przy Placu Inwalidów (48.852766, 2.311641), w samym centrum Paryża. W tym dniu jest możliwość bezpłatnego parkowania. W sumie zapłaciliśmy 30 euro za 5 nocy.
Muzeum d'Orsay, Luwr, katedra Notre Dame, a przede wszystkim wieża Eiffla - zaliczone.
W Muzeum d'Orsay podziwiamy nie tylko Vincenta van Gogha, Rodina ale też Olgę Boznańską - to dla niej tu przyszłyśmy, wszak to jej rok.
Później spacerkiem do Luwru.
I spacerkiem do Notre Dame.
Na wieżę wchodzimy na piechotę po południu i choć pełnego zachodu słońca nie widzimy, oświetlony Paryż zachwyca nas. Tam też widzimy po raz pierwszy na ulicy szczura - Ratatuj by się obejrzało, ale mimo słoneczka trzeba oszczędzać energię w naszym kamperze.
Dobranoc, jutro Disneyland, nadchodzimy.
Disneyland po 2 Legolandach (niemiecki i duński) - chyba nie uda się określić miejsca w rankingu. Jest inny, bardziej bajkowy. Młody odnalazł się w świecie Star Wars (wytrwał pół dnia), Młoda ogarnęła wszystko (do ok. 23 z przerwą na odpoczynek) i bardzo jej się podobało. Pan Tata twierdzi, że czuł się bezpieczniejszy na rollercoasterach niż w Legolandzie. A Pan Pies bawił się na trawce przy parkingu podziwiając żurawia.

















.jpg)























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz