Kvacianska dolina to super przystanek z/do południowej Europy. My stanęliśmy tutaj wracając z Węgier i Austrii. Temperatura wieczorem znacznie się obniżyła i musieliśmy zakładać polary, a w nocy włączyć ogrzewanie. Ale w dniu spaceru (wędrówki) było bardzo ładnie. Krajobrazy były nieziemskie. Młody bardzo chciał stanąć w górach.
Noc spędziliśmy na parkingu. Trzeba wykupić bilet. Oprócz nas spali jeszcze Słowacy w vanie.
Po śniadaniu ruszamy czerwonym szlakiem w kierunku Huty. Bardzo przyjemnie się idzie bo nie ma wielu turystów. W dole płynie strumyk.
Podejścia nie są aż tak męczące. Idziemy podziwiając widoki i skały. Droga jest dobra. Szybko mija czas i w końcu dochodzimy do młyna.
To był bardzo udany przystanek. Mogliśmy zaczerpnąć górskiej przygody ale czas do domu. Jeszcze tylko niespodzianka - odwiedzimy Młodą na koloniach ;) bo ma dziś wyjątkowy dzień.
I choć spacer był bardzo przyjemny, Młody jest mocno zmęczony. Trzeba popracować nad kondycją.
Kvacianską dolinę polecamy. Na pewno jeszcze tu kiedyś wrócimy. Mieliśmy jeszcze ochotę na drugą niedaleko leżącą dolinę - Prosiecką. Jest ona bardziej wymagająca i stwierdziliśmy, że z psem będzie nam trudno.














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz